Obiad w 20 minut!

Wpisy

  • poniedziałek, 30 lipca 2012
  • środa, 25 lipca 2012
    • Schronisko na Hali Kondratowej

      Tan wpis nie będzie obiektywny. Ja po prostu uwielbiam schronisko na Hali Kondratowej. Choć znajduje się na szlaku na okropny i zdecydowanie przereklamowany Giewont, choć zawsze są tam tłumy (idących na okropny Giewont), ma ono niesamowity klimat i urok. To tam zawsze poznajemy świetnych ludzi, czemu sprzyja cudowna atmosfera tworzona przez Panią Gospodynię (pozdrawiamy!!!). To także tam po raz pierwszy (na szczęście z daleka) widziałam niedźwiedzia i słuchałam rykowiska jeleni. I również tam mieszka moje ulubione tatrzańskie zwierzę - kot (a raczej kotka) Ryszard.

      Warunki noclegowe ***

      Schronisko na Hali Kondratowej jest najmniejszym schroniskiem w polskich Tatrach. Dysponuje 20 miejscami w dwóch pokojach 6 osobowych jednym 8-osobowym. W schronisku można skorzystać z prysznica, ale tylko w wyznaczonych godzinach, co może wydawać się nieco uciążliwe, ale siedzenie na schodach w oczekiwaniu na kąpiel ma swój urok i zdecydowanie działa integrująco na turystów. Warunki noclegowe poprawiły się po ubiegłorocznym remoncie, ale pokoiki nadal są małe i ciemne ;) Uciążliwe bywa również przebijanie się przez pokój przejściowy (nocna wycieczka do toalety staje się wówczas prawdziwym wyzwaniem).

      Walory turystyczne ***

      W okolicy schroniska przebiegają dwa szlaki:

      • niebieski z Kuźnic do schroniska i dalej na Kondracką Przełęcz i Giewont - to moim zdaniem jeden z najnudniejszych szlaków w Tatrach. Najpierw wspinasz się po kamiennych stopniach, żeby w końcu dotrzeć na przełęcz, gdzie spotykasz jakiś milion podobnych sobie nieszczęśników, szukasz choćby centymetra wolnego miejsca, a w końcu zrezygnowany idziesz w stronę żelaznego krzyża (który przyciąga pioruny), tylko po to, by utknąć w korku do łańcuchów przy szczycie. Z przełęczy można również zejść żółtym szlakiem do Doliny Małej Łąki (cudowne miejsce, zwłaszcza latem, kiedy cała łąka pokryta jest różowymi kwiatami) lub wspiąć się na Kopę Kondracką (wejście tylko z pozoru wygląda na długie i trudne).
      • zielony od schroniska na Przełęcz pod Kopą Kondracką, a potem czerwonym szlakiem w stronę Kasprowego, Świnicy i Orlej Perci lub w druga stronę na Czerwone Wierchy) - jedne z ulubionych szlaków Ojca Założyciela. W zasadzie (do Świnickiej Przełęczy) bez żadnych trudności (poza długością trasy) z cudownymi widokami na Tatry Zachodnie i Wysokie.

      Kuchnia ****

      W schronisku najbardziej lubię śniadania. Rano, gdy turyści jeszcze nie zdążą jeszcze z dołu dotrzeć do schroniska, można spokojnie usiąść na tarasie, rozkoszować się całkiem ładnym widokiem i pałaszować najpyszniejszą na świecie jajecznicę (w sumie tylko dzięki jajecznicy schronisko w tej kategorii dostało 4 gwiazdki), smażoną, a następnie podawaną na małych żeliwnych patelniach. Z dań obiadowych dostępne są w zasadzie jedynie zupy (bardzo dobre), poza tym kupić można bigos (ok) oraz fasolkę po bretońsku. A na deser ogromy kawałek piernika.

      Wrażenie ogólne *****

      Schronisko na Hali Kondratowej należy do moich ulubionych miejsc w Tatrach. Choć w okolicy można (zwłaszcza jesienią) spotkać niedźwiedzia, a szlaki przechodzące obok schroniska nie należą do moich ulubionych, to jednak nastrój tego miejsca sprawia, że zawsze wracam tam z ogromną przyjemnością.

      Schronisko PTTK w na Hali Kondratowej

      Skrytka pocztowa 197
      34 - 500 Zakopane
      telefon: (0-18) 201-91-14

      http://www.kondratowa.pl/ 

      A wygląda tak:

       

      Kotka Ryszard - najważniejsza mieszkanka schroniska. Z reguły przebywa w kuchni, ale wieczorami i rankami pokazuje się turystom. Jak przystało na porządnego kota, Ryszard miewa swoje humory, nie każdemu daje się pogłaskać, nie można jej zwabić byle kabanosem, za to swoim hipnotycznym spojrzeniem potrafi od każdego wyłudzić śniadanie.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Schronisko na Hali Kondratowej”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      fantazzja
      Czas publikacji:
      środa, 25 lipca 2012 09:02
  • piątek, 20 lipca 2012
  • czwartek, 19 lipca 2012
    • Hiszpańska tortilla po mojemu

      Na tortiillę już od dawna miałam ochotę. Coś mi podpowiadało, że musi być pyszna. Próbowałam znaleźć przepis idealny. W tym celu przejrzałam kilka polskich blogów, ale i zerknęłam na strony hiszpańskie. I zawsze coś mi nie pasowało: a to smażenie ziemniaków w oleju, a to dodatki. W końcu postanowiłam zrobić tortillę po swojemu. Pewnie do oryginału jej daleko, ale jest przepyszna.

      Składniki:

      • 4 duże jajka
      • 4 nieduże, lekko podgotowane ziemniaki
      • pół kostki "sera typu feta"
      • duży pomidor
      • bazylia
      • pieprz
      • rukola i jogurt naturalny (po podania)

      Przygotowanie:

      Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywną pianę. Dodać żółtka i lekko wymieszać. W naczyniu żaroodpornym ułożyć pokrojone w plastry ziemniaki. Dodać fetę oraz plasterki pomidora. Całość posypać bazylią. Na ziemniaki wylać masę jajeczną. Piec ok 15 minut w temperaturze 180 stopni. Podawać z rukolą i jogurtem.

      Smacznego!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      fantazzja
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 lipca 2012 09:42
  • środa, 18 lipca 2012
    • Skąd się bierze miód?

      Czy byliście kiedyś na prawdziwym, tradycyjnym miodobraniu? Ja mam możliwość czynnie uczestniczyć w nim co roku i zawsze jestem zachwycona. Dwa lata temu dołączył do nas Ojciec Założyciel i stał się wielkim pasjonatem miodobrania. Pełni również bardzo istotną funkcję w całym wydarzeniu, tj. nosi ramki z miodem.

      Całe miodobranie poprzedzone jest licznymi przygotowaniami: należy dobrze umyć bańki i inne naczynia na miód, dobrze naostrzyć noże, którymi czyści się ramki, porządnie wyszorować miodarkę (taką wirówkę do miodu).

      Zasadnicze miodobranie zaczyna się, gdy pszczelarze ubiorą swój specjalny strój: koniecznie długie spodnie, rękawice oraz specjalną bluzę z kapeluszem, który na wysokości twarzy ma specjalną siatkę.

      Na zdjęciu Ojciec Założyciel (stylowy, niebieski garnitur) oraz Gospodarz Miodobrania wyjmują z ula materiały ocieplające oraz pierwsze ramki.

      Aby pszczoły nie były (bardzo) agresywne ogłusza się je dymem ze specjalnego urządzenia - podkurzacza (na zdjęciu poniżej). Tradycyjnie jako podpałkę w podkurzaczu stosowało się wysuszone krowie odchody, ale obecnie u nas na wsi krów nie ma (!!), więc używa się bardzo suchego drewna.

      Ramka, po wyjęciu z ula, cała oblepiona jest pszczołami (na zdjęciu jest b. mało pszczół, bo bałam się podejść, gdy ich było więcej). Należy je strząsnąć mocnym uderzeniem w ramkę. Następnie ramki trafiają do pomieszczenia, gdzie poddawane są dalszej obróbce. Ponieważ pszczoły są nieustępliwe, do ich odganiania przydaje się gęsie pióro. Następnie już w pomieszczeniu należy zdjęć wosk (biało-żółte coś, co zatyka otworki w plastrze miodu i zapobiega jego wyciekaniu). To jest moja ulubiona cześć miodobrania, ponieważ bardzo lubię wysysać reszki miodu z wosku :) Następnie ramki trafiają do miodarki - specjalnej wirówki, w której, dzięki sile odśrodkowej, miód wylatuje z plastra. Jest on jeszcze dodatkowo filtrowany przez sitko oraz gazę, aby nie dostały się do niego żadne zanieczyszczenia.

      Następnie ramki są czyszczone i odnoszone do ula w specjalnej skrzyni - rojnicy (na skrzyni wypełnionej ramkami stoi na zdjęciu powyżej podkurzacz). Pszczoły od razu zabierają się za uzupełnianie strat, a my za próbowanie miodu :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      fantazzja
      Czas publikacji:
      środa, 18 lipca 2012 09:07
  • środa, 11 lipca 2012
    • Śmietanowa rolada z mailnami

      Zawsze uważałam, że robienie rolad to wyższa szkoła kulinarnej jazdy. Ale odkąd po raz pierwszy zrobiłam jagodzianki, nabrałam wiary w swoje siły i postanowiłam zmierzyć się z roladowym wyzwaniem. I udało się :) Co prawda zapomniałam dodać do ciasta proszek do pieczenia, ale i tak było przepyszne. Co istotne, roladę robi się bardzo szybko i łatwo. Strach, jak zawsze, ma wielkie (roladowe) oczy ;)

      Przepis z bloga "Moje Wypieki", z lekkimi modyfikacjami.

      Składniki:

      • 3 duże jajka
      • 50 g drobnego cukru
      • 40 g mąki pszennej
      • 40 g skrobi ziemniaczanej
      • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
      • szczypta soli
      • 250 ml śmietany kremówki
      • cukier puder do oprószenia
      • garść świeżych malin (dałam więcej)

      Przygotowanie:

      Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli. Dodawać stopniowo cukier i dalej ubijać (tą samą przystawką do ubijania białek). Dodawać po jednym żółtku, dalej ubijając. Mąki przesiać z proszkiem. Dodać do ubitej masy i delikatnie wymieszać, by piana nie osiadła. Blachę prostokątną o niewysokich brzegach (o wymiarach 43 x 28 cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Na papier wyłożyć masę, wyrównać. Piec w temperaturze 170ºC przez 12 minut. Wyjąć z piekarnika, usunąć papier do pieczenia, położyć na ręcznik kuchenny (lniany, nie papierowy), zwinąć wzdłuż dłuższego boku razem z ręcznikiem, odstawić do ostudzenia.

      Śmietanę kremówkę ubić na sztywno z 1 łyżką cukru pudru. Roladę odwinąć, usunąć ręcznik. Wyłożyć ubitą kremówkę, posypać malinami. Zwinąć w taki sam sposób jak była zwinięta razem z ręcznikiem, wzdłuż dłuższego boku. Oprószyć cukrem pudrem. Rolada jest od razu gotowa do spożycia. Przechowywać w lodówce do 2 dni.

      Smacznego!!

      

       

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      fantazzja
      Czas publikacji:
      środa, 11 lipca 2012 10:19
  • wtorek, 03 lipca 2012
    • Sałatka ziemniaczana z salami

      Ta sałatka już od dawna znajdowała się na czołowym miejscu w folderze "do wypróbowania". Ale specjalnie zwlekałam z jej zrobieniem. Czekałam na pyszne, młode ziemniaczki. Do tego świeże jajka "prosto od kury", rzodkiewka prosto z ogródka i jest pysznie. Polecam!!

      Przepis znalazłam (i cytuję) na blogu Pieguska.

      Składniki:

      • 10 małych ziemniaków
      • 10 dag grubszych plastrów salami (dałam z zielonym pieprzem)
      • 4-5 jajek
      • 2 małe czerwone cebule
      • pęczek rzodkiewek
      • 0,5 pęczka szczypiorku
      • 2 łyżeczki musztardy ziarnistej (najlepiej francuskiej)
      • 2 ząbki czosnku
      • 2 łyżki majonezu (nie miałam, dałam twarożek ziarnisty i to był świetny wybór)
      • 1 łyżka kwaśnej śmietany (pominęłam)
      • sól, pieprz, koperek

      Przygotowanie:

      Ziemniaki wyszorować i ugotować w mundurkach. Jeszcze ciepłe obrać z łupinek.Ostudzone pokroić w grubsze plasterki. Cebulę i rzodkiewki pokroić w plasterki, salami w cienkie paski. Ugotować jajka na twardo i po ostudzeniu pokroić na cząstki. Wszystkie przygotowane składniki wymieszać delikatnie z ziemniakami, posolić i popieprzyć do smaku. Musztardę wymieszać z majonezem i śmietaną. Przyprawić solą, pieprzem oraz czosnkiem przeciśniętym przez praskę i posiekanym koperkiem. Gotowym sosem polać sałatkę, delikatnie wymieszać i posypać drobno pokrojonym szczypiorkiem.
      Smacznego!!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      fantazzja
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 lipca 2012 09:26

Kanał informacyjny



Skrzynka pocztowa Napisz do nas e-mail


Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u